Promocja!

Tasiemiec księżnej Pani

Pierwotna cena wynosiła: 14,15 zł.Aktualna cena wynosi: 7,08 zł.

Bezpieczna i gwarantowana płatność

Akceptowane metody płatności
  • Darmowa i szybka dostawa od 79,00 zł
  • 14 dni na zwrot i zwrot środków
  • Bezpieczne płatności z szyfrowaniem SSL
SKU: SK0200149 Kategoria:

Opis

Jaroslav Hašek (1883-1923) – przeszedł do historii literatury jako autor Przygód dobrego wojaka Szwejka w czasie wojny światowej. Ale był przecież także satyrykiem, występował w kabaretach, w czasie I wojny światowej został wcielony do wojska, później służył w Armii Czerwonej, założył Partię Umiarkowanego Postępu w Granicach Prawa, współpracował z pismem o tematyce zoologicznej, wymyślając nieistniejące zwierzęta. Lubił wino (raczej piwo był w końcu Czechem), kobiety i śpiew. Opublikował kilkanaście tomów satyr i opowiadań. Część z nich publikujemy w niniejszym tomie. Właśnie w Tasiemcu księżnej Pani Szwejk pojawia się po raz pierwszy. I jak to Szwejk zacznie rezolutnie: będzie działał w lotnictwie i gdzie poleci? A jakże: do wszystkich diabłów. A spotka się tam z innym aniołem – księżną Mechlińską, która wdrapie się do nieba po swoim tasiemcu. No i jak zwykle u Jaroslava Haška wszystkie te opowiastki skrzą się humorem i plebejską rubasznością od pierwszego do ostatniego zdania. Na rozkaz porucznika dobry wojak Szwejk zapuścił motor, śmigło zaczęło się obracać, a Szwejk, siedząc obok ciekawego majora rumuńskiego, z wielkim zainteresowaniem regulował linkę steru poziomego; robił to z takim zapałem, że strącił majorowi czapkę z głowy. Porucznik Herzig wściekł się. — Szwejku, ośle jeden! Lećże do wszystkich diabłów. — Zum, Befehl, Herr Leutnant — rzekł Szwejk, chwycił za ster wysokościowy i drążek silnika Morrisona; z ogłuszającymi wybuchami wspaniałego motoru aeroplan poderwał się z ziemi. Dwadzieścia, potem sto, trzysta, czterysta pięćdziesiąt metrów wysokości w kierunku na południowy zachód, ku białym Alpom, szybkość 150 km na godzinę. Nieszczęsny major rumuński ocknął się nad jakimś lodowcem, nad którym przelatywali — na takiej wysokości, że dokładnie mógł obserwować pod sobą cuda przyrody: śnieżne płaszczyzny i groźne, straszliwie zionące na niego przepaście. — Co to się dzieje? — przemówił, jąkając się ze strachu. — Melduję posłusznie, że lecimy według rozkazu — z szacunkiem odpowiedział dobry wojak Szwejk — pan porucznik rozkazał: „Lećże do wszystkich diabłów”, więc melduję posłusznie, lecimy.